wtorek, 21 października 2014

Czym skorupka za młodu…

Jako mama bardzo często zastanawiam się na jakiego człowieka wyrosną moje dzieci. Staram się przekazywać Em dobre wzorce i traktuje ją  nie jak dziecko, ale jak małego człowieka, który ma prawo do pewnych zachowań.

Staram się wczuwać się w jej sytuację i nie pozwalam, by inni próbowali szantażem emocjonalnym zmusić ją do określonego zachowania. Em nie daje buzi, bo tak trzeba tylko bo chce a ja nie chce to trudno. Nie zawsze też chce iść na rączki do babci, cioci i wtedy też nic na siłę. Uważam, że minimalizowanie potrzeb dziecka tylko dlatego, że jest małe jest nie fair i tak staram się wychowywać mała.

Zauważyłam, że niestety ale takie postrzeganie dziecka jest bardzo rzadkie. Nawet w rodzinie zdarzają się sytuacje, że babcia straszy Em, że jak nie da buzi, nie zje, to babcia to czy tamto. Niestety, ale dorosłym ciężko jest zrozumieć , że dziecko chłonie jak gąbka takie sytuacje i potem trudno jest zmienić ich postrzeganie rzeczywistości. ( w tym wypadku Em panicznie boi się zostać u babci na noc).

Dorośli nie traktują swoich pociech poważnie i nie starają się ich doceniać. Chwalą się nimi na prawo i lewo, ale nie chwalą ich. Ileż to razy słyszałam, że: „ Mój….. to ……”, „ moja…… potrafi……” a za chwilę :” Zostaw to.” „Nie przeszkadzaj.”

Poczucie własnej wartości kształtują nam rodzice i otoczenie jeszcze zanim wyruszymy do przedszkola/ szkoły, więc to naprawdę ważne, żeby nasze dzieci czuły się bezpieczne i kochane. Nie wystarczy jedynie zapewnienie” Kocham Cię”. O naszym oddaniu muszą świadczyć tez czyny.

Ostatnio w na placu zabaw dwóch chłopców posprzeczało się o samochodzik jednego z nich. Jeden chciał się pobawić a drugi zareagował na to dość nerwowo. Mama chłopca, który chciał się pobawić wytłumaczyła mu, że zabawka nie jest jego i może poprosić kolegę, żeby mu pokazał, ale nie może zabawki zabierać, bo przecież sam też się denerwuje jak ktoś rusza jego rzeczy bez pytania. Jak dla mnie super rozmowa. Totalnym szokiem było natomiast zachowanie drugiej mamy, która nie dość, że nakrzyczała na chłopca za to, że krzyczał to jeszcze kazała mu dać chłopcu zabawkę inaczej pójdą do domu. Słuchałam i nie wierzyłam. Dlaczego ta matka podkopała mu zaufanie do siebie i własnych rzeczy? Czy tylko dla dobrego samopoczucia cudzego dziecka? Czy dla dobrego wrażenia osób sobie obcych? Byłam tak zszokowana, że nie mogłam uwierzyć. Dlaczego zmusza się dzieci do dzielenia się tym czym nie chcą się dzielić? Czy gdyby obca osoba wsiadła np. do samochodu tej kobiety to też by ją wpuściła, albo wzięła jej rzeczy bo akurat miała na to ochotę. Przecież w dorosłym życiu nie dzielimy się z obcymi osobami swoimi rzeczami więc czemu zmuszamy do tego nasze dzieci?

Poczucie własnej wartości nie rośnie na drzewie i bardzo łatwo jest podkopać w dziecku wiarę we własne możliwości. Nie wolno też przesadzać i chwalić za wszystko, ale cóż z naszego chwalenia w domu jeżeli w kontaktach z ludźmi nie stajemy po stronie naszego dziecko. W kim może mieć oparcie jeżeli nie w rodzicach?


Brak poczucia własnej wartości, to ogromny problem nie tylko już dorosłej osoby, ale też jej otoczenia , więc podwójnie ważne jest by nasze dzieci wiedziały ile są warte.

poniedziałek, 13 października 2014

Mała urodzinowa refleksja...

Dziś są moje urodziny , więc postanowiłam zrobić sobie malutki rachunek sumienia i mini przegląd swojego życia. W końcu mam już 28 lat a to jakby nie patrzeć oznacza, że bliżej mi już z każdym rokiem  do  spokojnej starości. Tak wiem, wiem ta droga może być jeszcze daleka, ale w optymistycznej wersji  z każdym rokiem półmetek życia coraz bliżej a w pesymistycznej już za mną, więc refleksja nad własnym życiem jest jak najbardziej na miejscu.

Zacznę od pozytywów.


Mam cudowne córeczki, w których nie zmieniłabym nic, bo są idealne właśnie takie jakie są i naprawdę fajnego męża (napisałabym wspaniałego, ale wiem, że czasami zdarza mu się czytać bloga więc nie chcę, żeby zbytnio chwalony osiadł na laurach: )i wiele pasji do rozwijania. Zakochałam się w szyciu i w decoupage i one stały się dla mnie  nie tylko świetnym sposobem na podreperowanie domowego budżetu i wyciszenie się ale przede wszystkim dały mi wiarę w siebie i swoje możliwości. Coraz lepsze efekty, coraz wspanialsze twory i w końcu zaczęły pojawiać się propozycje współpracy na które tyle czekałam. To dla mnie teraz motorek napędowy i siła do działania- świadomość, że komuś podoba się to co robię na tyle, że jest w stanie za to zapłacić. Poczucie satysfakcja- bezcenne.

Jestem spełnioną matką i szczęśliwą żoną z ustabilizowanym życiem domowym. Rozpoczęta budowa domu i świadomość , ze mam szansę zaistnieć na rynku pracy mimo, że w sferze tak odmiennej od mojego wykształcenia daje mi poczucie bezpieczeństwa. Nie zmieniłabym w swoim życiu nic, bo mogłoby to sprawić, że nie byłabym w tym punkcie co dziś , ale zdaje sobie sprawę, z przemijalności i ulotności tych wszystkich chwil jakimi zostaliśmy obdarowani. Życie przecież jest tak kruche i tak nietrwałe, że powinniśmy cieszyć się każdą chwilą, jaka była nam dana, bo nie wiemy, czy jest szansa, żeby się powtórzyła.

Mam dziś urodziny więc każdy życzy mi spełnienia marzeń a prawda jest taka, że większość z nich już została spełniona a te, które są jeszcze przede mną mają szansę realizacji wiec  z satysfakcją mogę powiedzieć, że właśnie takiego życia sobie życzyłam.

Jednak urodziny to też taki czas, gdzie przychodzą refleksje nad tym jak szybko mija czas. Moje ostatnie wspomnienie urodzin nie wiedzieć czemu to te 23, które jeszcze jako studentka prawa wyprawiałam w domu. Nie wiem kiedy zleciało te 5 lat. Teoretycznie pamiętam każde kolejne, ale te właśnie szczególnie zapadły mi w pamięć, więc dziś uświadomiłam sobie, że choć pamiętam je jak wczoraj od tego czasu minęło już tyle lat a moje życie całkowicie się zmieniło. Nie wiem, czy gdybym wtedy spotkała siebie z teraz uwierzyłabym, że z ambitnej studentki prącej do zdobycia dobrze płatnej pracy i nastawionej na robienie kariery wykiełkuje mama i żona, której radość sprawia sprzątnie i zabawa z dziećmi.

Wiem, że nie uda mi się, obejrzeć wszystkich filmów jakie chciałabym obejrzeć i przeczytania wszystkich książek jakie chciałabym przeczytać, bo nie starczy mi życia. Wiem, że nie uda mi się spełnić swoich wszystkich zachcianek, czasami błahych, czasami dla mnie ważnych, bo moje zachcianki ustępują priorytetom jakim jest rodzina i dzieci. Kiedyś mogłam pozwolić sobie na beztroskie podróże, spontaniczne wypady do kina, czy siedzenie do późna w nocy nad dobrym filmem czy książką bez szkody dla swojego życia. Dziś kino zastępuje mi ekran telewizora i vod, gdy nie ma nic ciekawego w telewizji. Dziś spontaniczne wyjazdy ograniczają się do planowania z tygodniowym wyprzedzeniem a o zagranicznych wyprawach na razie zapominam. Wiem, że wiele par podróżuje z dziećmi mówiąc, że takie wyjazdy są udane, ale dla mnie ciągniecie 2- latka na wycieczkę jest nie tylko męczący  i ograniczający dla rodzica (kocham zwiedzać a nie wyobrażam sobie zabierać Em na całodniowe zwiedzanie) ale też nie wnosi nic do życia dziecka, bo nie ma szans, żeby pamiętało takie wyjazdy. Nie wspomnę już o względach finansowych, bo jakoś łatwiej przeznaczyć taką kwotę na dom niż tygodniowy wyjazd, ale w sercu pozostaje pragnienie poznawania świata. Moim marzeniem jest wyjazd do Ameryki Południowej do Chile, Peru . Obejrzenie Vilcabamba i Machu Picchu to marzenie, które wędruje za mną już od kilku lat. Jako nastolatka i później studentka często wyjeżdżałam, bo moja mama ciągle mi powtarzała, ze jak będę miała dzieci nie będę miała już możliwości swobodnego wyjazdu i choć z lekkim niedowierzaniem jej słuchałam to z przyjemnością oddawałam się możliwości zwiedzania świata, z myślą, że dzieci nie będą stanowiły dla mnie przeszkody w corocznych wyjazdach. Dziś wiem, że o ile nie są przeszkodą to jednak troszkę kłopotliwe jest  wyjeżdżanie z tak małymi dziećmi na drugi koniec świata a zostawienie ich na ten czas pod opieką dziadków sprawiłoby, że zamiast cieszyć się wyjazdem sercem i myślami byłabym z nimi więc taki wyjazd nie przyniósł by mi satysfakcji z poznania nowego miejsca. Mam nadzieję, że gdy dzieci nam dorosną, a ja z D. będziemy mieć jeszcze siły i chęci zrealizuję to moje marzenie – jedyne tak naprawdę i osiągnę pełnię szczęścia.


Dzieci utrudniają spontaniczność i spełniane własnych potrzeb. Sprawiają, że zamiast mieć czas dla siebie muszę go dzielić pomiędzy siebie i córki, ale za nic w świecie nie zamieniłabym tego słodkiego „Sto lat” i „ Kocham Cię mamusiu” na żadne skarby świata.


Mam 28 lat jestem mamą, żoną i kurą domową i wiecie co- naprawdę jestem szczęśliwa.


czwartek, 2 października 2014

Pamiątkowa Księga i Pudełko Wspomnień


Z natury jestem strasznie sentymentalna i uwielbiam wspominać. Kocham gromadzić pamiątki, aby w wolnym czasie przypomnieć sobie najszczęśliwsze chwile z mojego życia. Niestety niewiele rzeczy zachowało się z mojego dzieciństwa, dlatego dla swoich małych szkrabów szykuję cudowne pamiątki z czasu, który mogą nie pamiętać w dorosłym życiu.

Poza albumem z opisem oczekiwani na nie i naszymi początkami, gdzie wklejam zdjęcia i inne drobne pamiątki zrobiłam dla nich także pudełeczka wspomnień.
Od początku zbierałam tam, różne przedmioty, które w przyszłości mają za zadanie przypomnieć moim córeczkom ich dzieciństwo.

Pudełeczko Em zawiera pierwsze śpioszki z czapeczką, pasek na rączkę,  pierwszy smoczek, masę zdjęć i listów od mamy. Pamiątki i kartki z Chrztu świętego, pępuszek, pukiel włosów wiele  innych moim zdaniem cudownych przedmiotów z jej dzieciństwa.






Pudełeczko Lil dopiero powstaje, ale już chowa w sobie pierwsze bodziaki, pierwszą pieluszkę , wypis ze szpitala i paseczki na rączki.




Księgi wspomnień tworzę na bieżąco, dla każdej inna ale obie cudowne :). Co miesiąc opisuję ich nowe umiejętności, zabawne sytuacje i codzienne życie oraz to jak fakt, że są z nami wpływa na mnie i nasze życie. Listy są strasznie osobiste więc ich nie zamieszczam, ale myślę, że będzie to dla nich wspaniała pamiątka i możliwość prześledzenia swojego dzieciństwa miesiąc po miesiącu .

Księga Lili





Księga Emilii









Do tego mama stworzyła pudełeczko na pracę Em. Wiem, że niektórych jej dzieł nie da się przechowywać, więc robię zdjęcie i to właśnie je odkładam do pudełka.





Mój plan jest taki, że każda z córek dostanie swoje pudełko wraz z pamiątkową księgą na swoje 18 urodziny. Mam nadzieję, że będą zachwycona tak mocno jak ja :)

sobota, 27 września 2014

Projekt samo_Się- Tydzień w bajce



    U nas przenosimy się w świat bajki codziennie podczas czytania książeczek. Em uwielbia obrazki i gdy mama czyta zmieniając głosy, ale jest za mała, żeby wytrwać do końca strony. Gdy obejrzy obrazek przekłada stronę. Na potrzeby córci i by czytanie nie kończyło się urwanymi w połowie zdaniami, gdy Em przekłada stronę wymyślam jej własne bajki. Naszym bohaterem jest mały krasnal Obieżyświat. Obieżyświat mieszka w lesie i spotyka różne zwierzęta. Tym sposobem poznajemy nazwy zwierząt to gdzie mieszkają i co jedzą. Mama często wplata cechy charakterystyczne zwierzęcia, żeby Em kojarzyła, że żyrafa ma długą szyję, słoń trąbę a krokodyl wielkie ostre zęby. Czasami Em wybiera książeczki nie związane ze zwierzętami i wtedy historia tworzy się na podstawie danego obrazka. Staram się, by każda bajka miała wstęp, rozwiniecie i zakończenie z jakimś sensownym morałem. Twórcą Obieżyświata była moja mam, która często opowiadała bajki mojemu młodszemu bratu. Ja byłam tak ogromnie zafascynowana tym maleńkim krasnalem, że opowiadanie o nim sprawia mi ogromną przyjemność, a możliwość uczenia Em przez wplatanie historyjek w świat magii sprawia, że lepiej przyswaja sobie informacje.








 Książki to idealny portal do przenoszenia się w świat bajki.


   Nasz kolejny sposób na znalezienie się w świecie bajki to piosenki. Emi uwielbia tańczyć i śpiewać a ja to wykorzystuję włączając jej muzykę. Kupiłam Emi  kolekcję płyt z muzyką z bajek Disneya.  Śpiewamy znane piosenki a ja Emi mówię, kto jest postacią śpiewającą w piosence. Ulubione piosenki to te z Królewny Snieżki i wygłupy krasnali. Na” Hej Ho” chodzimy po mieszkaniu wymachując wyimaginowanymi kilofami  a na „Wesołej piosence” szalejemy i wygłupiamy się. Bajki nie mamy więc Emi jeszcze nie zna historii Królewny Snieżki, ale w żaden sposób nie wpływa to na jakość naszej zabawy w wygłupy z Krasnalami.


( zdjęć nie ma bo jestem pochłonięta wygłupami równie mocno jak Emi ;P 

Nowa zabawa  polegała na próbie stworzenia przedstawienia kukiełkowego. Mam zrobiła kukiełki niestety Em niespecjalnie chciała oglądać przedstawienie. Dopiero możliwość wejścia „ za kulisy” i zabawy kukiełkami przypadła jej do gustu. Powtarzała „ Dawno, dawno temu…..” i poruszała kukiełkami wydając przy tym śmieszne odgłosy. Zajęcie na całe popołudnie J








   I ostatnia nasza zabawa w bajki to teatrzyk cieni. Zestaw do teatrzyku  kupiłam już jakiś czas temu, ale czekał, aż Emi będzie gotowa na taką zabawę. Sama historia nie ciekawiła Em tak bardzo jak sam fakt rzucania cieni przez przedmioty, wiec i w tym wypadku naśladowałyśmy głosy. Ratowałyśmy księżniczkę z rąk smoka i ćwiczyłyśmy cieniowe buziaki dla księcia J














To nasze sposoby na zabawy w świecie bajek i baśni. Pozdrawiamy i czekamy na kolejne wyzwania J


piątek, 26 września 2014

Apel do matki idealnej...

Uważasz się za super mamę- matkę, która przy porodzie dostała instrukcję obsługi swojego dziecka od urodzenia aż do osiągnięcie przez to dziecko pełnoletności. Matkę pewną siebie, wiedząca lepiej, mądrzejsza, lepiej doświadczoną i nieomylną jeżeli chodzi o decyzje dotyczące swojego dziecka.

Czy za matkę idealną, która wszędzie była, wszystko wie lepiej niż lekarz, pedagog, położna i inni rodzice.

Matko, ta która nie musisz słuchać niczyich rad w końcu to Ty jesteś matką a matka wie najlepiej, a może tak pochylisz się nad swoim dzieckiem i zastanowisz przez chwilkę, czy aby na pewno wiesz lepiej niż lata doświadczeń innych mam w podobnej sytuacji, czy aby na pewno twoja kilkumiesięczna, kilkuletnia praktyka w roli mamy zwalnia Cię z obowiązku zastanawiania się nad konsekwencjami własnych wyborów.

Trochę pokory “matko idealna”. Sam fakt urodzenia przez Ciebie dziecka nie daje ci nad nim władzy. Twoje dziecko, to nie Twoja własność na której możesz eksperymentować.
Popatrz na nie- widzisz jak bardzo się od Ciebie różni. Umie mówić?, to zapytaj je czego chce. Nie decyduj za nie. Podpowiadaj, pomagaj, pocieszaj ale nie żyj jego życiem. To życie należy do niego a ty żyj obok. Trwaj przy nim ale nie przytłaczaj. Wspieraj ale nie decyduj. Kochaj ale nie dąż do posiadania na własność. Twoje  dzieci  to odrębne jednostki, które czują inaczej, myślą inaczej i inaczej odbierają bodźce zewnętrzne. Możesz chcieć tego, co dla niego najlepsze, ale wcale nie wiesz co to takiego, bo i niby skąd?

Możesz wmawiać sobie i innym, że krzywda się mu nie dzieje ale przecież nikt nie pyta malucha. I fakt, że mamie tak jest wygodniej nie znaczy, ze tak jest lepiej.

Mama wie lepiej co jest dobre dla jej dziecka prawda? Więc dlatego tyle dzieci ma problemy emocjonalne i chodzi do psychologa, tyle dzieci ma problemy z otyłością.
Skoro matka wie najlepiej to palące i pijące matki nie powinny być krytykowane, one po prostu wiedzą, co dla ich dzieci jest najlepsze ( jak każda matka zresztą).
Skoro matka wie wszystko lepiej to po co schematy żywienia, kampanie społeczne, zalecenia- przecież matka wie lepiej.

Zakompleksione dziecko z ambicjami rodziców- ok.- właśnie takie ma być- matka wie lepiej....

Nie zapominaj, że dziecko to nie mama- to oddzielna jednostka, która ma zupełnie inne potrzeby niż Ty. Dziecko może mówić czego oczekuje, ale wtedy trzeba go słuchać a Ty matko idealna nie zawsze słuchasz - bo przecież wiesz najlepiej.

Nikt nie może wiedzieć co jest najlepsze dla drugiego człowieka, bo niby jak skoro nie czytamy w ludzkich myślach? Możesz jedynie zakładać, ze to co wybierasz jest dla niego najwłaściwsze, bo co jeżeli Twoje wybory okażą się błędne?
Co jeżeli po latach dziecko uzna, że nie tego oczekiwało, że Twój wybór nie był wcale dla niego dobry?

Zastanawiam się czy jestem wystarczająco dobrą i czułą matką. Spotykam się z pewnością matek takich jak Ty, że wiedzą najlepiej co jest dobre dla ich dzieci i nie wiem  skąd ta pewność?

Skoro Ty matko idealna wiesz najlepiej, co jest dobre dla Twoich dzieci to idąc tym tokiem rozumowania Twoja mama wiedziała, co jest najlepsze dla Ciebie a teściowa co dla Twojego partnera?

Przecież my jesteśmy żywymi przykładami tego, że nasze mamy nawalały, że nie robiły wszystkiego dobrze.  Czy ta próba przekonania otoczenia wynika z braku pewności czy z jego nadmiaru? Gdyby matki wiedziały najlepiej, nikt z nas nie miałby żalu i pretensji, nikt nie miałby kompleksów.

Silne emocje do takiego obrotu sprawy biorą się z tego, że ja byłam takim dzieckiem, dla którego mama rzuciła się w wir pracy, żeby mieć nam na wszystko. Często też mówiła nam, że robi to dla nas, żeby nam niczego nie zabrakło a ja oddałabym wszystko za jedno wspólne popołudnie albo wypad do kina. Po latach wiem, że to co było dobre dla rodziny wcale nie było dobre dla mnie, bo mimo, że mam dobre relacje z mamą to mam syndrom za mało przytulanego dziecka (nie wiem, czy taki syndrom istnieje, ale objawia się potrzebą nieustannego tulenia i zapewniania o miłości).

Nie da się nie popełniać błędów a dopiero nasze dzieci zweryfikują czy nasze wybory i sposób postępowania był dla nich dobry. Możemy się starać być dobrymi matkami, możemy chcieć wszystkiego co najlepsze dla naszych dzieci ale pewność, że jesteś dobrą mamą da Ci dopiero zapewnienie Twoich dzieci.

Wydaj Ci się, że znasz swoje dziecko, że wiesz o nim wszystko? Jeszcze nie raz Cię zaskoczy, bo nie poznałaś go nawet w połowie i nigdy do końca nie poznasz a Twoje podejście sprawia, że nie poznasz go wcale, bo stworzony przez Ciebie  obraz Twojego dziecka wyprze  rzeczywistość.

Matko idealna- popatrz czasami w lustro, zrozum, że na świecie nie ma ideałów i ocknij się, bo przecież Twoje dziecko kocha Cię taką z wadami, czasami zapłakaną, szczerze roześmianą i mylącą się taką ludzką, taką ciepłą.

Ideały się podziwia, ale prawdziwa miłość jest wtedy, gdy umiesz przeprosić, gdy popełniasz błąd.

Nie wstydź się nie wiedzieć wszystkiego, nie wstydź się błądzić- Taki obraz mamy to dla dziecka znak, że ono też może popełniać w życiu błędy.

Mamo zrzuć maskę idealnej i super mamy, a okaże się, że dla dziecka taka normalna mama jest właśnie idealna.



czwartek, 18 września 2014

Bilans dwulatka

Bilans dwulatka to było dla nas dość ważne wydarzenie. Nie tylko dlatego, że Emi jest już dużą dziewczynką, ale też dlatego, że wiem, że boi się Pani doktor więc od tygodnia przygotowywałam ją do tego spotkania. Przeczytałam w necie na czym badanie ma polegać i tłumaczyłam Em, że Pani doktor obejrzy jej nóżki, jak chodzi popatrzy do oczek, zmierzy ciśnienie i posłucha serduszka. Em słuchała i z zainteresowaniem pokazywała, gdzie Pani doktor będzie jej zaglądać. Powtarzała, że już się nie boi i cieszyła się, gdy mówiłam, że dostanie śliczne naklejki.

W dniu wizyty jeszcze kilka razy wspomniałam, że dziś idziemy do lekarza i tam Pani doktor posłucha jej serduszka, że będzie warzona i mierzona tak jak w domku. Emi od rana trajkotała, że idziemy do Pani doktor, że będzie badanko a ja byłam coraz bardziej zadowolona i pewna, że wizyta przebiegnie szybko i treściwie z czynnym udziałem mojej córki.

Nic bardziej mylnego….

Po dotarciu do przychodni Em została zwarzona i zmierzona przez pielęgniarki. Waga 11,2 w pełnym ubraniu- pielęgniarka wpisuje w książeczkę 11. Mówię Pani, że córka ma dżinsy i trampki + pieluszka ale ona stwierdziła „ To nic” i wagi nie zmieniała. Myślę sobie to nic w końcu wiem ile warzy i lekarz poprawi. Wchodzimy do gabinetu. Em oczywiście zapomniała, że umie mówić więc praktycznie się nie odzywała. Pani doktor powiedziała, że tak naprawdę bilans 2- latka polega tylko na tym, by przypomnieć rodzicom o obowiązkowych szczepieniach, a że u nas z tym ok. to jedynie zachęca do zaszczepienia Em na pneumokoki. Spojrzała na siatkę centylów i stwierdziła, że bardzo wysoki centyl wzrostu i niski wagi ( cokolwiek to znaczy) spoglądając na mnie znacząco. Postanowiłam nie wspominać, że waga powinna być jeszcze niższa, bo bałam się tego spojrzenia :P

Zapytała jak się dziecko załatwia, czy sygnalizuje potrzeby i czy mówi, po czym kazała ją rozebrać i osłuchała serce. Em oczywiście zaczęła płakać przy zdejmowaniu sweterka i jedyne co powiedziała w gabinecie to „oddawaj sweterek” i  zakładamy sweterek”. Nie wiem jak Pani doktor tego dokonała przy wtórze wrzasków płaczu Em ale badanie serca zakończyła wynikiem pozytywnym. Po badaniu serca Pani doktor nam podziękowała i poprosiła następnego pacjenta. Wyszłam z gabinetu troszkę otępiała i płaczem i czasem jaki poświęcono mojemu dziecku. Zaglądam w książeczkę a tam wpis, że dziecko nie problemów z oczami, uszami i motoryka prawidłowa ( szkoda, że nie zeszła z moich kolon ani na moment). Poszłam do domu trochę zdziwiona i jednocześnie zniesmaczona, bo ja wiem, że moje dziecko rozwija się prawidłowo, ale Pani doktor już tej pewności mieć nie powinna. Gdyby tylko zajrzała w kartę Em wiedziałaby, że Emi była w ułożeniu pośladkowym a co za tym idzie miała duże problemy z bioderkami. (Na szczęście moja determinacja i codzienne ćwiczenia sprawiły, że cudem uniknęliśmy pieluszki ortopedycznej).Nikt nie sprawdził jak chodzi, nikt nie zmierzył jej ciśnienia, nikt nie sprawdził uzębienia.

Trochę jestem rozczarowana, bo gdyby z moim dzieckiem działo się coś niepokojącego to nikt by po takim badaniu tego nie zauważył. Na szczęście obserwuje Em codziennie i wiem, że wszystko z nią ok. Jedyne co teraz zamierzam zrobić to badanie krwi i moczu- a tak profilaktycznie, żebym była na 100% pewna, że wszystko z niunią jest w porządku.

A Em, no cóż… bez względu na ilość naklejek, kolorowanek i miłych słów nie polubi wizyt u lekarza.

A Wasze pociechy lubią czy panicznie się boją lekarzy?





środa, 17 września 2014

Co mnie denerwuje w innych blogach

Sztuczne afery

Znam i już nie czytuję kilka takich blogów, gdzie mama wyszukuje kontrowersyjne tematy nie po to, by się wypowiedzieć, ale żeby nabić statystyki. Każdy hejt jest publikowany na FB, żeby ponownie zajrzeć na stronę gdzie nikt nie czyta treści a same komentarze a negatywne opinie wiążą się z linczem i obelgami.

Fikcyjne konkursy

Niestety ale sama stałam się ofiarą takiego konkursu. Konkurs na blogu, polegał na losowaniu książki Tulleta. Ucieszyłam się strasznie, bo brakowało ( i nadal brakuje) nam pozycji „ Gdzie jest tytuł” do pełnej kolekcji. Nie mogłam uwierzyć, gdy okazało się, że to moje nazwisko zostało wylosowane. Przez całe trzy tygodnie cieszyłam się jak dziecko czekając na przesyłkę. Po kolejnym tygodniu bezowocnego oczekiwania zapytałam, czy nagroda została wysłana (pomyślałam, że zaginęła na poczcie)- brak odpowiedzi. Po kolejnych dwóch tygodniach napisałam, że proszę tylko o informację, czy to był lipny konkurs, bo ta książeczka to pozycja, którą chcę mieć, więc po prostu sobie kupię. Pani zapewniła, że konkurs to nie ściema i nagrodę wyśle jak wróci  za kilka dni z wakacji i….. cisza. Dodam, że Konkurs był w czerwcu a ostatnią wiadomość Pani wysłała 22 lipca.
Nieładnie. Nie rozumiem po co takie konkursy, skoro nie ma się zamiaru podejść do nich profesjonalnie to lepiej sobie podarować. Chodzi tylko o statystyki?  Pani już też nie czytam bo nie lubię niesłowności. JA gdy ktoś coś ode mnie wygra przesyłam praktycznie na drugi, trzeci dzień od otrzymania adresu- przecież, ktoś też czeka na tą przesyłkę.

Konkursy wśród przyjaciół

Ogromnie denerwują mnie konkursy organizowane tylko w celu pozyskania ciekawych nagród, by potem obdarować nimi znajomych i koleżanki. Nie chodzi mi o sytuację, gdy wygrywa świetne zdjęcie a okazuje się, że to znajoma, ale o takie, gdzie zdjęcie słabe a zgarnia główną nagrodę. Wiem, wiem wybór zdjęć to kwestia gustów, ale gdy w każdym konkursie nazwiska te same to naprawdę odechciewa się zabawy.

Idealna rodzina

Idealne mamy prowadzą idealne blogi , na których ich idealne dzieci mówią i chodzą w wieku 9 miesięcy, mają cudownych mężów, którzy kupują im kwiaty zabierają na kolację i noszą na rękach przez każdy możliwy próg. Mamy wstają skoro świt, bo tak lubią, szykują śniadanko dla pociech przy okazji sprzątając i prasując. Raz w tygodniu myją okna w swoim cudownym ogromnym domu , szykują 3 daniowe obiady i w między czasie prowadzą własny biznes. Ich dzieci są grzeczne, nie rozrabiają, jedzą sztućcami, same się myją i wcale nie brudzą. Idealne mamy nie narzekają, czują się spełnione w domu, ale zarabiają na tyle dobrze, że są w stanie same się utrzymać
Czytam i czytam a potem zwyczajnie wymiękam, bo idealne mamy raczej nie istnieją.


Wszechwiedza

Kolejny temat, który totalnie odstrasza mnie od bloga. Mama ma pół roczne dziecko, ale wie jak zachować się przy buncie dwulatka i kiedy zacznie sadzać na nocnik. Wie, że jej dziecko nie będzie miało drzemki w przedszkolu i na jakie studnia się wybiera. Zna odpowiedź na każde pytanie jeszcze zanim ono padnie. Nikt nie wie tyle co ona, no chyba, że Wszechmocny, ale przecież to ona jest matką więc może wie lepiej?

Zadufanie

Nic mnie tak nie odstrasza jak zadufanie. Czytywałam popularne blogi jednak zdecydowanie wolę te mniejsze, bo ta pewność siebie blogera jest nie do zniesienia. On ma rację na temat w którym się wypowiada a krytyka jest niedopuszczalna. Jego przecież kochają miliony. Bożyszcze tłumów wścieka się na innych, bo mają inne podejście do życia, bo ktoś go o coś poprosi- jego naszego guru blogowania? On nie zniża się do poziomu zwykłych blogujących mam. Jego sponsorzy kochają, tylko z nim chcą współpracować i tylko jego opinia liczy się w blogswerze. Takim blogom stanowczo mówię Nie.

Sponsorowane posty

Ogólnie posty sponsorowane nie są takie straszne i sama czasami ulegam opinii mamy, która pisze recenzję i kupuję gadżet czy książkę. Niestety często opis produkt troszkę mija się z prawdą, albo co gorsza mama zataja widoczne wady. Zamawiasz tak zachwalany produkt i co? Wielki klops. Wchodzisz na bloga czytasz i zastanawiasz się, czy to ten sam producent. Niby tak, niby ten sam produkt, niby opis się zgadza, ale w twoim odczuciu post był mocno przesadzony. Nie lubię takich sytuacji, gdy ktoś zachwala szmelc, albo ukrywa wady, bo skoro już się godzimy na współprace to robimy to nie dla gadżetów ale dla czytelników właśnie i to ich komfort powinien być na 1 miejscu.

Kółko wsparcia

Nie wiem co jest gorsze, sztuczne afery czy kółko wsparcia? Wchodzisz na bloga a tam mama pisze bzdury takie, że nie możesz uwierzyć, że publicznie się tym chwali zamiast schować w kątek a pod postem kilka- kilkanaście postów od najukochańszych psiapsiółek, że słusznie, że się należy, że dobrze robi. Krytyka jest zaszczekiwana a kółko utwierdza mamę w słuszności czasem absurdalnie głupich wyborów.

Blogowanie tylko dla gadżetów

Och, kocham blogi, które po 10 wejściach na ich blog proponują mi współpracę. Nawet nie chodzi o to, że ja mam więcej wejść niż one, albo, że ciężko jest testować np. ramki na zdjęcia ale o fakt, że gdyby chociaż weszły na mojego bloga wiedziałaby, że rękodziełem zajmuję się hobbistycznie a blog jest całkowicie poświęcony moim Em i Lil. Niestety większość z nowo powstałych blogów nawet nie zagląda, kogo miałoby sponsorować a wyszukuje po konkursach i stąd ta rozbieżność. Ja sama nie uważam się za osobę na tyle długo blogującą, by szarpać się na posty sponsorowane, co więcej taki post to jednak odpowiedzialność w końcu polecamy coś swoim czytelnikom, ale natura taka, że chcemy wszystko za darmo a rozumowanie- blog= kasa powoduje, że mamy wysyp blogów z wpisami raz na pół roku, szukających sponsorów.

Cenzura

Na końcu, bo temat najbardziej kontrowersyjny i wywołujący skrajne emocje. Z jednej strony rozumiem mamy blogujące, że nie życzą sobie hejtów na własnej stronie i denerwują się, gdy zazdrośnicy niekulturalnie odnoszą się do nich i ich bliskich, ale z drugiej strony w końcu po to jest blog publiczny, by każdy mógł się wypowiedzieć na dany temat. Nie trzeba się obrażać za różne opinie ani tym bardziej kasować posty, czy komentarze, bo opinia uznała, że mamy błędne zdanie. Zdarzyło mi się raz, że czytając blog natknęłam się na post o aborcji. Mama pisała otwarcie, że jedno z dzieci usunęła bo wtedy jeszcze go nie chciała i to jej ciało więc może z nim robić co zechce. Oczywiście zadziałało kółko wsparcia, które uznało, że zrobiła bardzo dobrze bo skoro nie chciała jeszcze dziecka to po co jej ono. Skomentowałam post pisząc, że dla mnie dziecko czy ma 2 miesiące, 2 dni czy 20 lat to człowiek i moim zdaniem, skoro dziecko jest odrębną istotą to już nie jest ciało kobiety a jego własne więc nie powinno się argumentować, że to moje ciało, bo ciało i owszem, ale w środku już jest oddzielne życie. Komentarz został usunięty po jakichś 20 minutach od publikacji, bo mama wcale nie chciała usłyszeć , że zrobiła źle czy samolubnie, ale właśnie, że to była dobra decyzja. Jak dla mnie to kompletnie bez sensu, bo skoro zdecydowała się poruszyć tak trudny temat jakim jest aborcja to powinna mieć świadomość, że nie każdy uznaje ją za prosty zabieg- prawie jak tabletki antykoncepcyjne.
Dyskusja nie polega przecież na tym, ze za każdym razem mamy przyklaskiwać mamom blogującym jakie to one są cudowne, ale właśnie na wymianie poglądów a cenzura ogranicza możliwości wypowiedzi. Skoro mamom zależy tylko na pozytywnych opiniach niech zamknął blogi tylko na te osoby, które komentują pozytywnie. Ja uważam, że pozytywna krytyka jest prawidłowa a nie usuwanie komentarzy negatywnych a odpowiedź na nie świadczy o kulturze osobistej piszącego.

A Wy czego nie lubicie w  blogach? A co denerwuje Was w moim?