środa, 10 grudnia 2014

Rodzeństwo



Praca mamy z dwójką dzieci jest o wiele trudniejsza, niż praca mamy z jednym dzieckiem. Już nie można sobie pozwolić na maksymalne poświęcenie tylko jednej pociesze. Już nie ma się czasu na leżakowanie po obiedzie, już nie wystarczy tylko być obok trzeba na każdym kroku angażować się w stu procentach i to daje kopa na cały dzień

Sen

Już nie pamiętam kiedy byłam wyspana, nie chodzi tylko o pobudki Lili, ale o tryb czuwania, który włączony po porodzie jakoś nie chce się wyłączyć.  Nie dość, że Emi chodzi późno spać, to Lila często się budzi a popołudniowe drzemki rzadko układają się na tyle synchronicznie, że mam chwilę dla siebie, ale te tempo nakręca mnie niesamowicie. Rzadko mam czas na kawę, o popołudniowej drzemce mogę zapomnieć, a próby odpoczynku wieczorem z góry są skazane na niepowodzenie, bo Emi po południowej drzemce harcuje do nocy, ale nie czuję się specjalnie zmęczona. Brak snu rekompensują mi ich uśmiechy, dla takich wspomagaczy mogę spać nawet i 3 godziny :)

Zabawa

Z jednym bąkiem to nigdy nie był problem. Z Emisią bierzemy udział w różnych kreatywnych projektach i jak była sama wymyślenie zabawy to był naprawdę pikuś. Teraz oprócz zorganizowania zabawy muszę zająć czymś Lilkę więc przygotowania i sam proces zabawy trwa znacznie dłużej.  Na moje szczęście Emi to naprawdę mądra dziewczynka i lubi sama bawić się lalkami czy klockami. Lila z kolei uwielbia na nią patrzeć więc dla mnie to 10-15 minut dla siebie w ciągu dnia- mega dużo czasu na kawę :)

Zazdrość

Zazdrość pojawia się zawsze czy to u jedynaka czy u rodzeństwa. Gdy wezmę na ręce bratanicę czy Lilkę, Emi natychmiast domaga się uwagi i też chce „ do na ręki”.

Troska

Mimo, że zazdrość jest w naszym domu widoczna, to przebija ją siostrzana miłość i wzajemna troska. Gdy tylko Lila zapłacze Emi biegnie do mniej głaszcze i pyta „ Co się dzieje….?” W wielokropku pojawiają się różne określenia siostry np. miśku, słoneczko ty moje, a nawet ostatnio kochanko, co mnie niezwykle wzrusza . Emi głaszcze Lilcie, całuje, pociesza i tuli. Gdy tylko słyszy jej płacz biegnie do sypialni i wchodzi do jej łóżeczka by poprzytulać i pogadać.
Lila z kolei z racji, że jeszcze nie potrafi tak obrazowo okazać miłości wyraża ją przez żywe zainteresowanie tym, co Emilia robi. Reaguje śmiechem na jej śmiech i płaczem na jej płacz, a radość, gdy Emi zakrada się do jej pokoju jest tak wielka, że w oczach bez problemu wyczytuję bezgraniczną miłość i zaufanie.

Starsza siostra to skarb, młodsza to miłość. Wiem, że czeka je długa droga, małe wojny i wiele własnych sekretów, ale to właśnie daje mi radość. Mieć rodzeństwo to mieć kompana do zabawy, pocieszyciela, powiernika sekretów i marzeń, a gdy spotykamy trudności na drodze to tez wsparcie i najlepszy przyjaciel.  Wiem, że żadna z moich córek już nigdy nie zostanie sama ze swoimi problemami, a gdzie ja nie będę mogła dotrzeć tam dotrze słowo drugiej. Siostra to coś więcej niż przyjaciel, siostra to troska i miłość a ja cieszę się, że stałam się sprawcą małego cudu i moje córeczki poza mną mają siebie na dobre i na złe. Dla mnie posiadanie rodzeństwa to doświadczenie, nauka, dziele się ale też gwarancja przyjaciela na całe życie. Rodzeństwo to najwspanialszy prezent jaki można dostać od losu.


wtorek, 2 grudnia 2014

Nasz zimowy niezbędnik

Zima już zaczyna doskwierać, więc przedstawiam Wam mój sposób na jej przetrwanie :

W domu:

Po 1 ciepły koc.

Z racji tego, że jestem strasznym zmarzluchem w moim życiu przewinęło się strasznie dużo najróżniejszych kocy. Uwielbiam te miękkie i cieplutkie, ale w codziennym życiu praktyczne są też te z rękawami. Ja swój dostałam od męża na imieniny, ale jest dość cienki i gdy w czasie jesiennych chłodów wystarczał, tak teraz daje mi za mało ciepełka i muszę się dogrzewać. Strzałem w 10 był ubiegłoroczny zakup koca elektrycznego. Nigdy wcześniej nie miałam koca elektrycznego, ale z autopsji znałam działanie poduszek elektrycznych, dzięki którym nie raz byłam poparzona, więc jego zastosowanie miało się ograniczyć do nagrzania łóżka przed pójściem spać. Plan był taki, że kładę koc, na niego kołdrę i włączam a po kąpieli mam cieplutkie łóżeczko do spania. Koc okazał się genialny. Nie dość, że w dotyku jest kocem nie żadną matą z pokrowcem, to dzięki odpinanemu przewodowi świetnie służy jako zwykły koc do przykrycia, a gdy jest mi mimo to zimno wystarczy podpiąć kabel i już słodkie ciepło rozchodzi się po ciele. Nie ma m pojęcia jak ten koc jest wykonany, ale sam się nie nagrzewa a jedynie grzeje, gdy jest się pod nim. Dla mnie bomba. Już sobie nie wyobrażam, jakbym wytrzymała zimne noce bez niego ;)

Po 2 gorąca herbata.

Znacie to- cieplutki kocyk, kubek pysznej herbaty i chwila refleksji w długie zimowe wieczory gdy za oknem prószy śnieg. Ja na co dzień jestem herbatoholiczką- pierwszy krok już za mną- umiem się do tego przyznać ;) więc nie wyobrażam sobie jak mogłabym przeżyć zimę bez herbaty. Wystarczy dorzucić hibiskus, mięte, lub odrobinkę rumu a zima nabierze lepszego smaku.

Po 3 szlafrok

Kocham wszystko co ciepłe i puchowe i tak właśnie wyglądał mój szlafrok. Był żółty, gruby i mega ciepły i służył mi zamiennie z kocami przez wiele, wiele lat. Pewnie o kilka lat za wiele i dlatego wylądował w koszu, a na nowy jeszcze się nie doczekałam (może Mikołaj o mnie pomyśli). Mam już upatrzony, cieplutki szaro- różowy- może ciut infantylny ale w końcu to strój domowy więc może być kolorowy.

Po 4 książka

Kocham czytać i czytam naprawdę sporo a odkąd odkryłam bibliotekę ( nie śmiejcie się- człowiek uczy się całe życie) to ilość czytanych książek wzrosła 2-krotnie. Emi tez woli książki niż telewizję, więc zaopatrzyłam już jej biblioteczkę w nowe książeczki z jej ulubioną bohaterką- Misią Marysią. Seria ma ponad 20 książeczek, w każdej ciekawa historyjka więc wystarczy nam czytania do wiosny.


Na spacerze:

Bidon

Bidon zakupiłam już w poprzednim sezonie, ale z racji tego, że sprawdził się doskonale w tym też uważam go za niezbędny gadżet spacerującej mamy. Świetnie trzyma temperaturę i chroni rączki przed poparzeniem silikonową osłonką. Dla mnie rewelacja na zimowe spacery

Mufka


Mufka to gadżet, który z założenia ma ogrzewać ręce mamy pchającej wózek. Ja swoją wygrałam w konkursie, ale stwierdziłam, że wolę wkładać rękawiczki, więc w poprzednim sezonie potraktowałam ją ciut po macoszemu i odłożyłam do szafy. W tym sezonie, już stała się naszym niezbędnikiem podczas spacerów. Zastanawiacie się skąd ta zmiana decyzji? Jak dla mnie ta pogoda nie nastraja do noszenia rękawiczek, więc jeszcze chodzę z gołymi rękami i w taką pogodę mufka przydaje się do ogrzania zziębniętych rąk, nie tylko moich, ale też Emisi, która nie przepada za rękawiczkami. Mufka idealnie nadaje się też jako kocyk/ osłonkę pod pupę, gdy  Em chce się pobawić na placu zabaw. Ciepła strona minki i łatwe zapięcia dają wiele możliwości wykorzystania, więc od dziś już na stałe wylądowała w wózku. 



Śpiworek

Lila uwielbia spacery tak samo mocno jak Emi, ale niestety nie cierpi kombinezonów. Krępujące jej ruchy wypchane skafandry doprowadzają ją do płaczu graniczącego z histerią. Zrzucam sztywne rękawiczki, i płacze za każdym razem, gdy kombinezon ogranicza jej swobodę ruchów i możliwość obejrzenia wszystkiego. Problem rozwiązał ocieplany śpiworek doczepiany do wózka. Śpiworek jest podszyty wełną więc jest mega ciepły, ma specjalne dziurki na paski od wózka, więc można go na stałe zaczepić i wygodny całościowy zamek, który ułatwia wkładanie i wyjmowanie Lili z wózka. Teraz wystarczy cienka kurteczka i polarowe spodnie na ubranie i Lila nie marznie a dodatkowa możliwość ruszania nóżkami i rączkami daje jej wiele radości ze spacerków.

Dostawka

Dostawka to nasz nowy nabytek. Na początku byłam na nią napalona, potem mi przeszło a ostatnio uznałam, że jest mi zwyczajnie niezbędna na spacerze. Drogie stawki nie wchodziły w grę, więc rozglądałam się za takimi w granicach 100-150 zł. Przyznam, że wybrałam jeden z tańszych modeli, ale opis dostawki był dla mnie zadowalający. Dostawka jest uniwersalna i nadaje się praktycznie do każdego modelu wózków. My mamy dodatkowy pasek dzięki któremu podwieszamy dostawkę, gdy Emi z niej nie korzysta.


sobota, 29 listopada 2014

Projekt Samo_Się- Świat się kręci...


Przyznam, że moja pierwsza myśl co do projektu to był pomysł zrobienia układu słonecznego i zabawy z tym związane, ale po 1 Emi jest za mała na tego typu naukę przez zabawę a po 2 jak wiecie u nas mini remoncik trwa pełną parą, a ja od tygodnia nie odchodzę od maszyny więc i czasu mi zabrakło, więc zmieniłam koncepcję i tak powstały zakręcone zabawy zabawy.

Zakręcone zabawy

Zabawa z zakrętkami to dobry sposób na ćwiczenie rączki dla każdego. Nasze pudełko z zakrętkami powstało już dawno temu, ale Emi chętnie do niego wraca nawet teraz. Zabawa dla małych i dużych. O naszym pudełku możecie poczytać tutaj.

Kolejna zakręcona zabawa to twister. Schowany pod szafką w salonie służy Emi do kręcenia się z podparcie, bez wygłupów i zabawy w ciuciubabkę (wtedy ją podtrzymuję i kręcę). 

Ostatnia zakręcona zabawa to pudełko z dziurką. Na początku służyło nam jako nauka, że przedmioty nie znikają, potem jako przedmiot do nauki chwytania i otwierania a dziś Emi sama wymyśla zabawy z pudełkiem. Chowa tam różne rzeczy, sprawdza co się zmieści i bawi się z Lilianką pokazując że ma np. kulkę po czym wrzuca ja w otwór woła " nie ma" i wyciąga z szuflkadki ze słowami " tadam". Taka magia :D. Dla Lilki to też niezła frajda. ( jak zrobić taką szufladę piszę tutaj)


Piłeczki sensoryczne

O piłkach sensorycznych pisałam już tutaj. Emi uwielbia te piłeczki nie tylko ze względu na fakturę i kolor, ale też a może przede wszystkim wielkość. Piłka mieści się w dłoni więc bez problemu może nią rzucać, ale też świetnie nadaje się do kopania. Zabawa jaką jej zaproponowałam nie jest związana z dotykaniem a z szukaniem.
Emi wychodzi do łazienki ja „ chowam” piłkę w pokoju a Emi jej szuka sugerując się moimi podpowiedziami” ciepło, zimno” ( chowam to za dużo powiedziane, bo piłkę pozostawiam na widoku, ale w jakimś nietypowym miejscu). Na początku Emi nie do końca wiedziała, czym są moje podpowiedzi ale gdy po słowie gorąco namierzała piłeczkę szybko załapała.
Niestety ta zabawa wymaga mojego chodzenia z Emi a próba wzięcia aparatu do ręki kończyła się płaczem więc ta i kolejna zabawa będzie opisana słownie.

Kopanie piłki po domu.

Tą zabawę wymyślił mój mąż jako próbę zmęczenia Emi przed spaniem, by padła. Kopanie to w głównej mierze uciekanie z piłką, dużo śmiechu i wywracania się, ale zabawa przednia ( tu też nie mam zdjęć, bo ciężko się biega i cyka fotki- musi być 100% zaangażowania w grę)

Szklane kulki.

 Z mojego kreatywnego pudełka wyciągnęłam szklane kulki. Na początku Emi je turlała, rzucała.






Po jakimś czasie, zaczęłyśmy budować książkowe tory dla kulek. Puszczałyśmy je z książkowych zjeżdżalni, a gdy się nam znudziło próbowałyśmy strącić kulką kulkę.




Mnie najbardziej podobała się zabawa w celność za to Emi przypadł do gustu tor przeszkód.


Pozdrawiamy i czekamy na kolejne wyzwania.

czwartek, 27 listopada 2014

List do Mikołaja

Grudzień już za pasem, więc i w naszym domu zaczynamy przygotowanie do Świąt. W tym roku będzie to magiczny czas, bo będą to pierwsze Święta Lilianki. Emisia doświadczy już swoich trzecich Świąt i widać, że magia tego czasu się jej udziela. Zakochana w „śmiegu”  marudzi za sankami i bałwanem, a dzięki Misi Marysi poznała też zwyczaje i gadżety Bożonarodzeniowe. Miałam czas w spokoju wytłumaczyć jej na czym polegają te Święta. Na Mikołajki szykujemy dziewczynkom pokoik, ale mama nie zapomniała o tym, żeby napisać do Mikołaja list. W końcu pod choinką muszą się znaleźć wymarzone zabawki.

Emilka


Baby born





Mamy już inną lalkę, która też śpi ,sika i płacze, ale niestety eksploatacja jej przez Emi sprawiła, że lali nie zamyka się oko a rączki dawno straciły połączenie z korpusem i lala nie płacze. Baby born byłaby dla nas idealna nie tylko dlatego, że zamykają się jej oczka i sika ( to musi być obowiązkowo) ale też dlatego, że potem z łatwością będę mogła dokupić do niej gadżety nie martwiąc się, że coś nie będzie pasowało.


Kołyska dla Lalek



Obowiązkowy gadżet dla lali. Emi ma wózeczek, ale często układa lalę w swoim łóżeczku, bo przecież tam się śpi więc kołyska idealnie rozwiązałaby problem spania. Pościel do łóżeczka mogę uszyć sama, ale kołyska to już robota dla Mikołaja. Choć gdyby sprawił Nam takie cudo wcale bym się nie pogniewała.

Kuchnia + akcesoria

Kuchnię planujemy zrobić sami. W tym celu już kupiliśmy odpowiedni kredens, który po przerobieniu idealnie będzie się nadawał do zabawy w kuchnię, ale potrzebujemy tez kilku gadżetów do wyposażenia.

  •   Z Ikea




Marzą nam się garnuszki, i kosze z warzywami. Delikatne, nie plastikowe i idealne na wielogodzinną zabawę
  • Drewniane


Zestawy do krojenia i tak niesamowicie realne produkty do kuchni to idealne dopełnienie całej wizji moich kucharek. W końcu kuchnia bez produktów nie jest kuchnią :).
Mimo, że plan całościowej kuchni będzie zrealizowany na 3 urodziny Emi, to zakup gadżetów sprawi, że już teraz będzie mogła bawić się w gotowanie a i nam tak strasznie nie nadszarpnie budżetu domowego.

Ubranka dla lalki

Jak każda dobra mama, Emi dba, żeby lala przebierała się wieczorem  w piżamkę, a rano w wygodne i ciepłe ubranko. Mam w planach poszyć troszkę ubranek dla lali, ale kilka bajecznych kompletów też z chęcią przygarniemy :)


Lilka

Klocki drewniane



Lilka zaczyna już siadać a więc już niedaleka droga do pierwszych zabaw w tej pozycji. Idealne do zabawy byłyby drewniane klocki, bo nie dość, że można układać rzucać to jeszcze gryźć bez obaw o skaleczenie . Dla nas idealna zabawka na popołudniowe zabawy. Dodatkowy plus, że Emi też chętnie poodabwi się z siostrą w budowanie i rozwalanie wież :).


Miś- boskas tedies.



 Misi mamy pełno, ale te urzekły mnie swoją prostotą i cudownym wyglądem. Emisia ma swojego misia i nie chce się dzielić z siostrą, więc Lili marzy się własny miś.

Bączek.



Banalna zabawka, tania jak barszcz, ale dla mnie to też wspomnienie mojego dzieciństwa więc to jest coś co dziewczynki znajdą pod choinką.


Wspólne.


Drewniane zabawki mnie zachwycają i już od jakiegoś czasu wypierają u nas plastikowe. Dla mnie to nie tylko estetyka, ale też bezpieczeństwo. Do wspólnej zabawy idealnie nadawałaby się:

Tablica do ćwiczenia koordynacji



Świetna zabawa dla małych i starszych a przy okazji  praca nad własną koordynacją- dla mnie strzał w 10
Krążki do nauki liczenia.



Wspaniała kreatywna zabawka, która może posłużyć nie tylko do liczenia i nauki kolorów, ale też do ćwiczenia celności 

Dopasowywanka



Dla Emi Nauka kolorów, dla Lili umiejętność dopasowania i poznawanie nowych faktur. Idealna zabawka dla młodszej i starszej :)

Układanka- moje ciało



Dla Emi to świetna zabawa, bo u nas etap ciekawości własnym ciałem już się zaczął i choć Lilicia jeszcze troszkę poczeka to za chwilkę idealnie nada się do nauki podstawowych części ciała 





A Wy o co prosicie Mikołaja w tym roku? 

poniedziałek, 24 listopada 2014

Chwila nieuwagi...



Czasami wystarczą ułamki sekund i jedna niewłaściwa decyzja… źle zapięty pas, zbyt duży kawałek do połknięcia, mleczko do mycia wanny czy płyn na umywalce, niedomknięta szafka z chemią czy źle zabezpieczone meble lub okno….

Lilka się zadławiła. Karmiłam ją kaszką i w pewnym momencie zaczęła się dusić. Próbowała odkaszlnąć, ale  nie mogła. Zrobiła się czerwona. Szybko wypięłam ją z fotelika położyłam na kolanach i zaczęłam klepać po plecach. Zwróciła i zaczęła oddychać. Całe zdarzenie trwało ok. 30 sekund. 30 sekund grozy z których nie mogę się otrząsnąć. Dotarło do mnie, że gdyby oddech nie powrócił pomoc nie dotarłaby na czas. Przecież to maleństwo i mimo, że mieszkam blisko szpitala to kilka minut bez tlenu byłoby tragiczne w skutkach. Chwila nieuwagi, a konsekwencje tragiczne….

Czy umiałabym sobie wybaczyć, gdyby to z mojej winy mojemu dziecku stała się krzywda? Czy umiałabym wybaczyć komuś, gdyby to on zawinił? Czy dałabym radę żyć ze świadomością, że którejś z nich już nie ma?

Myśli wariują w mojej głowie a ja nie mogę przestać się trząść. Przecież w jednym momencie mogłam stracić wszystko- swój największy skarb…

Codziennie uświadamiam sobie, że nigdy nikogo nie kochałam tak mocno i dla nikogo nie byłabym w stanie poświecić tak wiele. Bez nich moje życie stałoby się jałowe i bezbarwne- to one nakręcają mnie i dla nich widzę sens działania. Oddałabym własne życie dla nich bez zastanowienia, bo bez nich mojego życia nie ma….

Tak ogromnie je kocham, że aż serce boli, gdy myślę, że mogłoby im się coś stać. Nie wyobrażam sobie jak mogłoby wyglądać moje życie, gdyby dane mi było doświadczyć macierzyństwa by potem je stracić. Ten ból połączony ze strachem był nie do zniesienia.

Gdyby coś im się stało moje serce po prostu by pękło a ja zostałabym pusta jak wydmuszka, bez emocji, bez chęci do życia bez siebie.


Zbieram się do życia i tulę każdą z mam, które musiały doświadczyć tych uczuć, by na końcu został tylko ból. Współczucie to za mało a żadne słowo nie ukoi dostatecznie. Przytulam Was a Wy przytulcie mnie bym przestała płakać i się bać. Dziś zajrzałam w przedsionka piekła, by móc wrócić i znowu żyć, bogatsza o nowe uczucia związane z macierzyństwem- strach. Idę tulić każdą z nich i powiedzieć jak ogromnie je kocham, a ten strach zachowam w sercu, by pamiętać, że zawsze bez względu na pośpiech i obowiązki bezpieczeństwo i uwaga dla dzieci muszą być na pierwszym miejscu.

piątek, 21 listopada 2014

Ulubione książeczki Em

Serię z Misią Marysią rozpoczęłam książeczkami, „Marysia jest starszą siostrzyczką”, gdy jeszcze nie było Lili, oraz „Marysia żegna pieluszkę” żeby wprowadzać Emi w świat nocniczka i przyznam, że nie tylko Emi zakochała się w małej koali.





Książeczki to krótkie historyjki z życia małej misi i jej rodziny. Kolorowe obrazki  doskonale dopełniają całości, a wyszczególnione przedmioty, zachowania czy zdarzenia pozwalała przerwać czytanie i porozmawiać z dzieckiem o otaczającym świecie. 








Emi uwielbia historyjkę o rowerze i stłuczonym kolanku, odwiedziny u babci i dziadka a także pożegnanie z pieluszką. W serii ukazało się sporo książeczek (około 20) + „Marysia. Księga mądrego malucha”, która zbiera najważniejsze wydarzenia, uczy kolorów, kształtów części ciała i zachowania. W książeczce znajdują się też zadania dla dzieci i wiele podpowiedzi, co dostarcza nam masę radości i wiele godzin zabawy.





Od przyjścia na świat Lili systematycznie uzupełniamy kolekcję i teraz mamy już prawie cały zbiór historyjek o Misi. Brakuje nam książeczek „Marysia. Nadąsana złośnica”jest chwilowo niedostępna, ale mam nadzieję, że wkrótce ją zdobędziemy bo to idealny czas, żeby porozmawiać o takim zachowaniu z moją złośnicą.

Emi czyta z mamą, sama i dla Lilianki, a seria z Marysią jest najczęstszą pozycją na wieczorne czytanie. 


poniedziałek, 17 listopada 2014

To już pół roku...


Liliana kończy pół roku. Pół roku a mnie się wydaje, że  od zawsze jest z nami. Jakoś nie umiem sobie przypomnieć jak to było gdy nie słyszałam jej płaczu w nocy, gdy nie budziło mnie rozkoszne piszczenie, gdy nie wąchałam słodkiego zapachu jej główki i nie całowałam malutkich stópek.

Mój rozkoszny niemowlaczek już przestał nim być i powoli wchodzi w etap samodzielności. Już próbuje sama siadać, choć w tym wypadku bez pomocy mamy się nie obędzie. Już samodzielnie zjada pierwsze obiadki i mimo, że zmielone na papkę to dzielnie je gryzie swoimi dwoma ząbkami. Jak na dorosłą osóbkę przystało odstawiła mleko w ciągu dnia na rzecz prawdziwych posiłków z marchewki i ziemniaczka, bo przecież ma już pół roku ( więc mleko pije tylko w nocy, bo podczas snu zapomina jak bardzo już jest duża ). Próby mówienia to kolejny objaw dorosłości mojego maleństwa i choć krzyk, piszczenie i guganie nie układają się jeszcze w sensowne dla nas wypowiedzi to zaangażowanie z jakim artykułuje poszczególne dźwięki sugeruje, że wie o czym mówi.

Zabawa to kolejny etap  rozwoju. Moja duża dziewczynka nie jest już zainteresowana leżeniem i patrzeniem na zabawki, Ona chce każdej dotknąć, spróbować pognieść i zjeść. Dla niej najlepszą zabawką są jej własne stopy, które z lubością wkłada do buzi i dłonie na które może patrzeć przez jakieś 5 minut- czyli jak na nią całkiem sporo :)

Moje maleństwo tak bardzo różne od Emilki. Na każdym kroku widać jak strasznie jest odmienna i indywidualna, ale też jak ogromnie zakochana w starszej siostrze. Nigdy nie pozwoli na obojętne przejście Emi obok niej, albo zawoła, albo zaczepi ręką lub nogą. Domaga się jej uwagi i sam z ogromną uwagą śledzi jej zabawy. Kocha całusy i przytulanie i z anielską cierpliwością znosi dowody miłości starszej siostry. Całusom nie ma końca, przytulanie i głaskanie to codzienność. Próby zabawy, podnoszenie za ręce to od niedawna nowość, ale i w tym wypadku Lila dzielnie znosi dawanie i zabieranie zabawek.

Z mamą zabawy wyglądają inaczej, ale dla niej mama to nie tylko świetny kompan do zabawy. To też darmowy tragarz, który zawsze bierze na ręce, gdy tylko zaczyna udawać, ze płacze. I choć mama wie, że to tylko udawanie to uwielbia być tak wykorzystywana przez swoją córeczkę.
Dla Lili tata kojarzy się, z wieczorną kąpielą, wygłupami i usypaniem. Choć nasza malutka ma dopiero pół roczku to doskonale rozpoznaje kiedy jest już pora układania do snu.
Jak na prawdziwą kobietkę przystało często się buntuje i  głośno protestuje, gdy coś dzieje się nie po jej myśli.W sypialni robi się tłoczno i głośno, gdy z lubością o 6 rano manifestuje swoją obecność, głód i brak dalszych chęci na sen.

To już pół roczku- pół świeczki na połówce tortu jej i naszego życia. Wiele doświadczeń, tak dla mnie nowych pomimo Emi, wiele radości i samo szczęście :). Kocham Cię córeczko za każdą chwilę, każdą łzę, każdy krzyk, każde gaworzenie i każdy śmiech. Kocham Cię, za to , ze jesteś, jaka jesteś i za to jaka będziesz. Kocham Cię.