W moim otoczeniu jest naprawdę
sporo młodych mam. Wiele z nich planuje rodzeństwo dla swojego dziecka ale jest
część takich, które jak mantrę powtarzają, że nie stać ich na kolejne dziecko.
Z
racji, że Lilka skończyła 8 miesięcy, zaczynam słyszeć pojedyncze głosy czy
planujemy kolejne. Już nie jest to stwierdzenie, że musimy mieć drugie, bo w
końcu wyrobiliśmy normę więc pytanie o trzecie jest już stonowane i wyważone,
Gdy mówię, że planuję jeszcze 2, ale dopiero za 2-3 lata, słyszę tylko „ Stać
was na 4 dzieci?”.
Te lub podobnie brzmiące zdanie od razu wprawiają mnie w złość. Na
początku próbowałam delikatnie wyjaśnić rozmówcy, że dla mnie dziecko nie jest,
nie było i nigdy nie będzie kosztem. Dla mnie to tylko wartość dodana i nie
przeliczam go na pieniądze. Wtedy często słyszę no tak was na to stać w naszym
wypadku to niemożliwe. I tu pojawia mi się pytanie: „ Na co konkretnie Was nie
stać?”. Odpowiedzi jak w kalejdoskopie do wyboru do koloru:
- droga edukacja: przedszkole,
szkoła, korepetycje
- drogie ciuchy
- droga wyprawka
-mały dom
- za małe auto itp., itd.
Ostatnio nawet słyszałam, że ktoś
wyliczył, że wychowanie dziecka to koszt kupna mieszkania w Warszawie.
Szczerze?Ttakie wyliczenie robi na mnie wrażenie jak to, że gdyby palacz nie palił
kupiłby sobie porsche. Jakoś u niepalących porsche nie widzę a u bezdzietnych
mieszkanie jedno.
Pieniądze to rzecz do realizacji
celów a nie cel sam w sobie, więc prawda jest taka, że czy z dziećmi czy bez
wydatków jest zawsze więcej niż dochodu ;). A tak serio, to czy dziecko
potrzebuje nowych markowych ciuchów i najnowszych zabawek z Fisher Price? Czy
dziecko musi mieć oddzielny pokój o powierzchni min. 15 m2. Czy
dziecku da szczęście samochód prosto z salonu?
Dziecko
to nie koszt, to nie wyrzucona w błoto kasa, to wartość dodana. Nie da się
przeliczyć miłości, oddania w oczach, smutku i uścisków. Nie da się przeliczyć
dumy i radości i tego ogromnego wzruszenia, gdy zrobi/ powie coś niesamowitego
(btw. dla mnie wszystko co robią jest niesamowite). Nie da się policzyć
pocałunków i słowa Kocham. Nie jesteśmy w stanie wycenić ich uśmiechu i naszych
łez. Nie podliczymy wspomnień i szczęścia.
Więc jak można traktować dziecko
jak koszt? Szczerze nie wiem, jak można wyliczyć czy nas stać na kolejne
dziecko czy nie. Może ja jestem jakaś zacofana a w necie istnieje specjalny
kalkulator kosztów, który przy naszych dochodach wylicza dopuszczalną liczbę
dzieci, byśmy my nie musieli rezygnować z należącego się nam standardu. Dla
mnie zrównanie macierzyństwa/ ojcostwa do kosztów/ strat oznacza, że ktoś nie
ma pojęcia czym to macierzyństwo/ ojcostwo jest.
Czy naprawdę można stwierdzić, że
stać nas na nowy samochód, zagraniczną wycieczkę a dziecko już nie. Czy dzieci
to małe gąbeczki, które rodzą się z wszczepionym programem wysysania kasy od
rodziców czy to tylko nasza wygoda pozwala nam na myślenie o kolejnym dziecku
jak o koszcie? Bo przecież wycieczka na Kanary czy nowe kino domowe brzmi
ciekawiej niż kupa prania i płaczący bobas.
U nas kolejne dziecko było w myślach,
ale nie planowaliśmy tak szybkiego powiększenia rodzinki. Gdy teraz patrzę na
te moje cuda to wcale nie żałuję i nie rozumiem. Dla mnie koszty związane z
dziećmi to pampersy, bo większość wyprawki Emi służy należycie dla Lilki.
Nie mogę pojąć fenomenu, że
dobrze sytuowane pary zawsze argumentują się tym, że nas nie stać na kolejne, a
te średnio zamożne jakoś stać, nawet na więcej niż 2.
Zastanawiam się ilu z nas by nie
było, gdyby nasi rodzice kierowali się tą pokręconą logiką zamiast miłością.
Wiecie nie neguję czyjejś decyzji
o chęci lub braku chęci posiadania dziecka. Znam pary, które nie mają bo nie
chcą jeszcze i już. Nie chcę nie mam- rozumiem, ale zwalanie na sytuację
materialną to troszkę zrzucanie odpowiedzialności z siebie. Nie chcę nie mam-
ok. muszę czasami odpowiadać na niewygodne pytania- czemu? ale to moja decyzja
godzę się z jej konsekwencjami nic nikomu do tego, ale argument nie stać nas
brzmi: ”Wiesz marzy mi się kolejne, ale chwilowo nie mam na nie kasy”. Czyli co?
Wystarczy, że zmienisz pracę i już, czy potrzebujesz nowego domu?
W końcu jak można mieć dzieci,
gdy każde z nich nie ma własnego pokoju- to nie do przyjęcia.
Ja jestem taką niedobrą mamą i
mam 2 dzieci a tylko jeden pokój- oj niedobra ja. Nie wiem, czy udźwignę te
obciążenia finansowe jak będę miała więcej, w końcu już jestem w plecy jakiś
milion (2 mieszkania w Warszawie), a tu w planach kolejny milion z
przeznaczeniem na pociechy. To zabawne, ale czuje się naprawdę bogata i to nie
przez to ile mogłabym zaoszczędzić gdybym nie miała dzieci, ale przez to jak
poznaję siebie dzięki nim i wiecie co?
Te miliony mogą się w buty schować gdy
wzbogacam się wewnętrznie, bo tego bogactwa nie da się przeliczyć, to co
najcenniejsze nigdy nie dało się zmierzyć w pieniądzu i w takim bogactwie warto jest żyć.