piątek, 6 listopada 2015

Chroniczne zmęczenie


Listopadowa aura nastraja mnie na melancholijno- leniwy nastrój. Mam ochotę spać do południa i wracać do łóżka zaraz po zapadnięciu zmroku. Nic mi się nie chce robić w domu. Przestawiam tylko rzeczy z kąta w kąt i udaję, że jest czysto a gdy zapada wieczór a ja myślę, że przydało by się coś jednak zrobić od razu pojawia się wizja łóżka i ciepłej kołdry.

W naszym życiu ostatnio dużo się dzieje a ja nie mam siły za nim nadążyć. Jestem  z dziećmi cały dzień, Decu szycie, przedszkole, dom, obiady pranie…… , zresztą sami wiecie jak jest z dwójką dzieci. D. dwa etaty. Do tego budowa, trochę na głowie jest. Jak w to wszystko wmiksuje się dwa wulkany energii nagle okazuje się, że sen to nie jest coś na co przeciętny człowiek ma czas. O nie, sen staje się jakimś luksusem, na który mogą sobie pozwolić tylko bogaci bezdzietni single, którzy mają zajebistą pracę.

Gdy twoje dziecko postanawia  do  2 roku życia budzić się po kilka razy w nocy ,sen staje się niezaspokojoną potrzebą i ląduje na szczycie piramidy Maslowa. Sen to jest twoja pierwsza myśl, gdy słyszysz budzik, a przecież niedawno się położyłaś. Sen to jest pierwsza myśl, gdy tylko robi się ciemno a twoje ciało poczuje ciepłą kanapę. Sen staje się twoim marzeniem, potrzeba, pragnieniem.
Gdziekolwiek w jakiejkolwiek pozycji i chociaż na 5 minut, aby tylko przymknąć oko.  Ja odczuwam to od niedawna, ale D. stał się mistrzem kilkuminutowych drzemek. Spał na siedząco, z podparciem, w trakcie filmu, rozmowy i w czasie postoju na światłach. Ja póki co gdy czuję, że po ciele rozlewa się to znajome uczucie a stopy robią się nagle strasznie ciężkie gonię po kawę i pożeram na szybko coś słodkiego. Ciśnienie podniesione, poziom kofeiny uzupełniony i jakoś trzymam fason do wieczora. Łamanie następuje koło 17-18 i obydwoje walczymy o kawałek kanapy.

Kąpiel i kolacja jest zmianowa, bo żadne z nas nie ma siły na realizację całości rytuału wieczornego. Potem następuje totalny rozjazd. D. zasypia gdy jego głowa dotknie czegokolwiek miękkiego, lub ciało zmieni pozycję ze stojącej na jakąkolwiek inna a ja zaczynam działać. Mam wtedy milion myśli, czego nie zdążyłam z robić i koniec końców nie zdążę bo jest wieczór. Potrafię takimi rozważaniami czuwać do późna w nocy nie mogąc zasnąć a potem znowu budzę sie nieżywa. Próbowałam już chyba wszystkiego. Nic z tego. Żadne tabletki, zioła, napary i publikacje mi nie pomagają. Ze mnie taki typ, że gdy w ciągu dnia nie zrobię czegoś spektakularnego, to dzień zaliczam do zmarnowanych. Zamiast spać i zbierać siły roztaczam przed sobą wizję zmarnowanego dnia, niezrobionych rzeczy i bałaganu jaki na mnie czeka.

Poranek – pobudka i znowu brak siły. Do tego dochodzi frustracja wynikająca ze zmęczenia, więc zamiast radosnej i pełnej pomysłów mamy, która co chwilę wymyśla córom zabawy, jestem jak zombie. Większość rzeczy robię mechanicznie i czekam na wieczór, gdy dzieci pójdą spać a ja będę miała chwilę dla siebie, by potem okazało się, że jestem tak zmęczona minionym dniem, że jedyne o czym marzę to łóżko.

Nie cierpię listopadowej aury, braku słońca i tego depresyjnego nastroju dookoła. 

Oby do wiosny !


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz