wtorek, 7 stycznia 2014

Spanie poza domem


Już po długim weekendzie.

Dziś miało być o poduszeczkach dotykowych, ale Matka jest tak zmęczona, że uznała, że podzieli się z wami swoimi odczuciami na temat cudownego rodzinnego weekendu- niespodzianki by P. Mąż. 


Plan był taki, że to niespodzianka dla mnie i córci więc do godziny wyjazdu nic nie wiemy. Sobota pobudeczka  ze śniadaniem do łóżeczka w godzinach przed południowych i prośba bym po śniadanku spakowała siebie i  Em na 2 dni. Jedziemy gdzieś, gdzie są baseny. Więc Matka uradowana pakuje manatki i ruszamy w drogę.

                             Ekscytacji nie ma końca bo nie mam pojęcia gdzie jedziemy. 

Pierwsza rysa na idealnym planie pojawia się, gdy po 1,5- 2 h jazdy poszukujemy stacji. Okazuje się, że po trasie jest tylko kilka fachowych stacji  w tym jedna (sic!) z przewijakiem (znaleźliśmy ją już jak wracaliśmy). 
Obracamy historie w żarcik, przecież można przewinąć małą w samochodzie odpoczywamy i ruszamy dalej.

Dojeżdżamy do Giżycka. Ośrodek w jakim się zatrzymaliśmy cuuudo. Dwa kroki do jeziorka, plac zabaw dla małej, przepiękne domki- apartamentowce z kominkiem. Cud miód i malinka. W domku pełen aneks kuchenny więc  mąż jedzie do marketu a my z Niunią zaczynamy rozpakowywanie rzeczy. Ośrodek zapewnia  łóżeczka dziecięce (nawet zmieściło się w sypialni ), więc  myślę, że wrócimy tam w sezonie z Lil i drugim własnym łóżeczkiem :) 

Pan Mąż wraca jemy kolację i mała do spania.

Od tego momentu nasza sielanka przeradza się w nocny koszmar z płaczącym dzieckiem w tle, bo Em nijak nie daje się uspać. Postanowiliśmy, że położymy się z nią, może jak zobaczy, że rodzice idą spać to zaśnie. Nic z tego. Krzyczała jeszcze głośniej. Matka postanowiła złamać swój zakaz, że dziecko nie śpi z rodzicami i wzięła ją do łóżeczka. Uspokoiła się, zaczęłam ją drapać po pleckach nucić a po jakichś 10-15 min delikatnie kładę obok nie przestając drapać, a Niunia zaczyna gadać.
Najpierw cichutko do siebie potem do mnie, a na końcu do taty. Gdy nikt nie reagował  zaczęła chodzić po łóżku robić nam cacy i łaskotać.  Zabawa trwała gdzieś do 2-3 w nocy i Niunia w końcu zasnęła.


                                                                 Kolejny dzień

Pobudka koło 10 spokojne śniadanko i wyjazd do Mikołajek do Parku Wodnego. Wpletliśmy w to trochę zwiedzania, żeby Matka też coś od życia miała i popołudniu pluskaliśmy się jak rybki. Ja zadowolona, że basenik odciąży troszkę kręgosłup od dźwigania dwójki maluszków byłam zadowolona, ale Em była wniebowzięta.  Gdy tylko próbowaliśmy wyciągnąć ją z wody dostawała spazmów.









Co za dziecko wypiła z litr wody ze trzy razy się podtopiła, bo zrzucała kółko i odpychała nasze ręce a mimo to pływała jak szalona. W ogóle nie zrażała się do wody. Tata musiał chodzić z nią na basen do 1,2 żeby mogła porządnie popływać bo brodziki dla dzieci znudziły się jej po jakichś 15 minutach. Szaleństwo dosłownie!!!


Zadowoleni, że dzieć zmęczony to dzieć głodny i śpiący wróciliśmy i już koło 9 Em była w łóżeczku. Zasnęła praktycznie od razu, ale koło 3 zrobiła nam pobudkę do 4 a potem o 6 jeszcze jedną. Więc Matka wymęczona niewyspana wróciła do rzeczywistości i tak się zastanawia jak to z tym moim dzieciem jest?

                       Podkreślę, że w domku Em śpi od 9 wieczorem do 11 następnego dnia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz